To prawda, wiedziała o tym. Wpadłaś w oko mojemu synowi. Widzisz, z niego jest taki sir Galahad i święty Jerzy jednocześnie. Namiętnie popiera wszystkie beznadziejne sprawy, jak prawa rolników czy poprawa losu górników. A teraz to ciebie wziął pod swoje skrzydła. A z jakiego powodu miałby to robić? Jeszcze o to pytasz? Ty, biedne, zagubione dziewczę? zadrwiła lady Penhollow. Chciałaś szczerości, to ją masz. Nie jesteś dla niego wystarczająco dobra. Te słowa boleśnie ukłuły Eden w serce. Skąd ta pewność? Kobieca intuicja, panno Eden. Jest w tobie zbyt dużo zmysłowości. Kobiety z wyższych sfer nie obnoszą się z czymś takim. W połączeniu z bezbronnością, o której mówiłam wcześniej, daje to mieszankę, która stanowi zagrożenie dla mojego syna. Nachyliła się do Eden. Zostaw go w spokoju. Zostaw nas wszystkich. Eden odwróciła się do okna. Pastwiska po obu stronach drogi upstrzone były fioletowymi kępami wrzosu. W oddali, za łąkami, rozciągały się bagna, przydające pejzażowi surowego piękna. Lady Penhollow zniżyła głos

(Reklama: )